Miałam jechać do Warszawy dzisiaj. Na casting do "tak to leciało". No i jak juz się namysliłam, że chcę... Rozchorował mi się brat i właśnie tak to poleciało. Szkoda, mogło być fajnie :) Może kolejnym razem się uda...
W poniedziałek idziemy do lekarza, na kontrolną wizytę. Pewnie będzie usg tym razem. Znów zobaczymy nasze maleństwo, o ile nam samo na to pozwoli ;) No i mam do lekarza mnóstwo pytań. Nie wiem czy nie zapomnę o czymś. Chyba spiszę je na kartce, heh ;)
Powoli myślę o tej całej wyprawce dla dziecka... Dobry okazał się zakup miesięcznika M jak Mama, w którym sporządzili listę takiej wyprawki... O zapomniałabym, jeszcze łóżeczko. Ciekawe...
Czuję się dobrze, jak zwykle... No, może trochę dokuczają mi plecy jak dłużej stoję. Aaaa, i humory mnie nawiedzają. Chyba się wyżywam trochę na Leszku... Ale jak nie chowa ubrań, to mnie denerwuje... No i ta zazdrość... Nie byłam taka... I nie chcę być, ale... Ech... To silniejsze niż ja.
Się porobiło :)
W kwietniu zostaniemy rodzicami... Mieszkamy już razem (z moimi rodzicami). Dalej jest cudownie. Kochamy się chyba jeszcze bardziej!
Ech... Czeka nas wielkie wyzwanie, ale my byśmy sobie rady nie dali? ;)
Wśród znajomych wiele się też zmieniło, ale aż szkoda gadać...
Nie chce mi się tym zawracać już głowy.
Czekamy teraz tylko na naszą córeczkę :) To jest teraz najważniejsze...
Sentymentalnie się zrobiło ostatnimi czasy. Przyszły wakacje jest więc więcej czasu na rozmyślanie... Westchnęłam wczoraj nad tym co działo się w moim życiu rok temu. Nawet zakręciła mi się łza w oku. Nic w tym dziwnego. Wróciły te silne emocje, ciężkostrawne. Ścisnęły na chwilę za gardło... Gdzieś w środku jeszcze boli wspomnienie o bezczelnym kłamstwie. A ja już taka jestem. Pamiętliwa... Ech...
Po złych wspomnieniach przywołuję myśli o tym co jest teraz. Jest cudownie. I niech tak zostanie. Boję się jednak tego co przyniosą najbliższe miesiące... Do października będzie pewnie jeszcze bez większych zmian. Wciąż nierozłączni. Tak bardzo już do tego przywykłam, że nie wiem jak poradzę sobię z jakąkolwiek roszadą... Ale człowiek nie jest taki co by sobie nie poradził. Najbardziej boję się siebie. Swoich reakcji na pewne sprawy niezależne od nikogo i powinnościowe. Jak jest się egoistą nic się nie liczy, prawda? Nie chcę taka być. Nie chcę zameczać się przez swoją próżność. Chęć posiadania wyłączności. Zwyczajnie się boję...
Wakacje lecą leniwie jak narazie. Za parę dni powinniśmy już pójść do pracy. Tak jak i w zeszłym roku octownia przywita nas z otwartymi ramionami i cudowną wonią gryzącego w nozdrza octu. Heh... Po tych wszystkich przeżyciach będzie to ciekawe doświadczenie. Jednak nie przejmuję się niczym, bo niby dlaczego. Nie mam sobie nic do zarzucenia ;)
Za zarobione pieniądze planujemy wyjazd wczasowy z Leszkiem. Mocno wierzę w to, że tym razem nasze wakacyjne plany nie pójdą na marne. Nie pozwolę ich zepsuć, oj nie!
No i poprawka czeka we wrześniu. Nie ma to jak być prawdziwym studentem ;) Trzeba się hartować. Narazie się nie przejmuję. Zobaczymy jak będzie przed egzaminem...
Wspominałam już o weselu przyjaciółki, na którym bawiliśmy się z Lenym miesiąc temu? Ah.... Co to był za ślub. Nie obeszło się bez moich łez ;) Spędziliśmy dwa dni na świetnej zabawie. Było naprawdę przednio. Aż zazdroszczę czasem tego małżeństwa ;) I tak czasem marzę o tej białej sukni, ołtarzu... I o kupowaniu talerzy ;) Heh...
Każdego dnia udowadniasz jak bardzo mnie Kochasz.
Każdego dnia Twój pocałunek daje mi siłę do życia.
Każdego dnia czy jest dobrze czy źle Ty jesteś ze mną.
Każdego dnia pokazujesz że jesteś moim przyjacielem.
Każdego dnia utwierdzasz mnie w tym że, zawsze będziesz obok...
A ja każdego dnia KOCHAM CIĘ jeszcze mocniej...
I każdego dnia przekonuje się, że nie jestem już w stanie żyć bez Ciebie i Twojej miłości...
Jakoś nie mogę ostatnio się odnaleźć wśród swoich. Nie jestem już tak szalenie zakręcona jak wcześniej. Uspokoiłam się nieco. Nie śmieszy mnie już tak bardzo wszystko to, co wcześniej mnie tak śmieszyło. Jednak wcale mi to nie przeszkadza. Bardziej przejmuje się tym, że czuję jak tracę kontakt z przyjaciółmi. Czasem czuję się jak intruz wśród bliskich mi osób, często nie wiem o czym rozmawiają... I zastanawiam się czy to moja wina? Czy tak bardzo się zmieniłam? Mam wrażenie, że coraz mniej nas łączy. Coraz częściej mijamy się... Nie ma już dawnych rozmów. Ciężko tak trochę się zrobiło... Tak jakoś toksycznie. Może tylko ja to odczuwam. Cóż. Najważniejsze, że mam Leszka. Tylko przy nim czuję, że jestem sobą. Nie muszę niczego udawać.
Jedziemy w 7 osób do Karpacza za parę dni. Ciekawe jak to będzie. Przypuszczam, że nie obejdzie się bez małego spięcia i to pewnie ja będę z jedej strony. Zobaczymy. No nie chciałabym, ale cały czas mam jakąś gorycz w sobie. Nie potrafię tego wyrazić, opisać. Tym bardziej rozmawiać o tym. Czasem uronię łzę i jest spokój na jakiś czas.
W czerwcu ślub przyjaciół. Już nie mogę się doczekać. Nigdy nie byłam na ślubie. To musi być takie romantyczne. Chyba się popłaczę w kościele, gdy będę słyszała ich "tak". Ajj...
Odkryłam swoje największe marzenie! Powiedzieć Leszkowi "tak". To musi być najcudowniejsza chwila w życiu :) Ech! Chcę spędzić z nim resztę swojego życia. Czasem nawet snujemy sobie takie małe plany na przyszłość. To takie słodkie :)
A więc jedziemy na wycieczkę. Przeżyjemy ;)